PRASA

"(...)Flet w wydaniu jazzowym nie jest w Polsce popularny. Bardzo niewielu instrumentalistów posługuje się nim tak naprawdę, używają go od czasu do czasu głównie saksofoniści. Każde więc pojawienie się na naszej scenie muzyka, który dysponuje dobrym zadęciem (mówiąc inaczej: ładnym, mocnym dźwiękiem) i niezłą techniką urasta do rangi wydarzenia. niewielu mieliśmy godnych wspomnienia flecistów. 
Niegdyś Krzysztof Zgraja święcił triumfy w Polsce i na zagranicznych festiwalach; przez krótki czas (szybko wyemigrował do Chicago), grał Mieczysław Wolny. Od pewnego czasu nie ma konkurencji Krzysztof Popek. Może Leszek Wiśniowski będzie ich następcą i kontynuatorem? Sądząc po jego znakomitym recitalu, ma do tego wszelkie predyspozycje.
"

                                                            Ryszard Borowski  JazzMagazine 46/2001

"(...)Najbardziej efektownie zabrzmiało solo saksofonu w wykonaniu Leszka Wiśniowskiego. Ten muzyk zachwycił też  brzmieniem fletu altowego, głębokim i bogatym w alikwoty."

                                                                                                            Magdalena Sasin Gazeta Wyborcza 9.01.2005

 

"Wczoraj (czwartek 27.07.2006) „Koncert jednego instrumentu“ rozpoczął muzyczną część krakowskiego festiwalu Rozstaje. Na nietypową formułę koncertu złożyły się wyłącznie występy solowe trzech kolejnych instrumentalistów.
Koncert rozpoczął Leszek Hefi Wiśniowski. Był to z pewnością występ nieoczekiwany, który oprócz popisów solowej gry na fletach i saksofonach uraczył widzów niezwykłą dawką humoru. Solista zaprezentował koncert na „dźwięki uwięzione“ które są jednak (cyt.) „uwięzione jedynie na czas trwania utworu, po czym rozchodzą się w rozmaitych kierunkach“. Wielki aplauz zdobyła „piosenka bambusowa“ na flecie bambusowym. Mieliśmy też możliwość aktywnego uczestniczenia w happeningu – o ile propozycja śpiewania piosenek ludowych w podgrupach podczas przerw na strojenie instrumentów nie przyjęła się, o tyle widzowie z pierwszych rzędów z zapałem zaangażowali się w naśladowanie owiec za pomocą dzwonienia rozdanymi dzwoneczkami i beczenia – jako tło do kolejnego utworu. Jak podkreślił artysta, należało wczuć się w rolę owcy, co prawdopodobnie nie wyszło zadowalająco ponieważ dzwoneczki zostały na koniec wszystkim odebrane.
Występ był z pewnością niezwykły, i nadał odpowiedni klimat na otwarcie festiwalu."

Folk w Krakowie 28.07.2006

 

"(...)Lechoechoplexita Leszka Hefi Wiśniowskiego, to ambitny projekt samotnego improwizowania na fletach i saksofonach z wydatną pomocą elektroniki.

(...)Artysta zagrał "Krywań", norweską pieśń ludową, "Bambusową piosenkę" i inne swoje kompozycje oraz ciekawe impresje na temat "Czerwonego jabłuszka". Te ostatnie(...) w moim przekonaniu, były wykonaniem co najmniej brawurowym, sięgającym do jazzu, ocierającym się nawet o free(...) sympatyczna konferansjerka przekonywała publiczność do artysty równie mocno co sama muzyka.

(...)Spontanicznym finałem koncertu był występ na jednej scenie Udupa, Czachowskiego i Wiśniowskiego. Hindus, Polak grający hiszpańskie flamenco i jego krajan zafascynowany europejskim folkiem z domieszką amerykańskiego jazzu - prawdziwe muzyczne skrzyżowanie! I choć wspólne muzykowanie nie potrwało do rana, jak to bywa w Indiach, to zakończenie koncertu dopiero trzy kwadranse po północy można uznać za przypieczętowanie udanego otwarcia festiwalu."

Tomasz Gregorczyk Dziennik polski 29,07.2006

 "Warto posłuchać pierwszej autorskiej płyty Wiśniowskiego, który zapuszcza się w rejony jazzowo-etnicznej kameralistyki. Najciekawiej brzmią utwory nawiązujące do stylistyki world music, pozbawione konserwatywnego, estetyzującego pierwiastka jazzowego. Techniczne imponujące partie fletu uzupełniają passusy stonowane, atmosferą przypominające muzykę Jana Garbarka." 

Tymon Tymański Dziennik 23.09.2006

„Jazz abstrakcyjny mieści w sobie tak szeroką gamę pomysłów i wrażeń, że czasami może to być onieśmielające dla niewtajemniczonych (skromnie zaliczam się do tej grupy). Jednakże po odkryciu tej płyty, która jest jednocześnie intrygująca i łatwa w słuchaniu, powyższy fakt może odgrywać rolę okna  szeroko otwartego na nowe, pełne, przeżywanie  muzyki. Uwaga skupiona jest tu na flecie i muzyku, który potrafi podporządkować sobie instrument i kierować nim zręcznie nieskończenie długo, wsparty przez saksofon, niezliczone brzmienia perkusji, oraz kilka innych rzadko spotykanych instrumentów world jazzu. Efekt końcowy jest kompletny pod względem pejzażu dźwiękowego, wielokondygnacyjnej budowli wzniesionej na jednym podłożu. Rytmy i tempa zmieniają się nieustannie, trzymając słuchacza w niepewności czy ma do czynienia z improwizacją, czy dokładnie zaplanowanymi kompozycjami. Utwory tworzą rodzaj podróży, i to czasami intensywnej. Polecałbym płytę mocno jako muzyczny podkład, dobry dla rozpoczęcia rozmowy na waszym najbliższym cocktail party albo po prostu jako eksperymentowanie z zawiłymi, ale przystępnymi formami eksperymentalnego jazzu.”

 

Derek Sivers „CD Baby” 2.11.2006
Tłumaczenie: Joanna Nowińska

Flet jak zaczarowany

"Wielbiciele improwizowanej muzyki na flet nie mają w naszym kraju zbyt wielu szans, by posłuchać ulubionej muzyki. Mogą wspominać nagrania sprzed lat Krzysztofa Zgrai czy Krzysztofa Popka albo też jakże rzadkie albumy Jacka Ostaszewskiego czy Macieja Rychłego. Nazwiska liderów Osjana i Kwartetu Jorgi obok czołowych jazzmanów pojawiają się tu nieprzypadkowo, tworzą bowiem właściwy kontekst dla płyty, o której tu mowa.

Ale oto ukazało się wydawnictwo szczególne, gdyż flet pojawia się na nim nie tyle jako instrument solowy, ale wręcz dominujący. Grający na wspomnianym instrumencie Leszek "Hefi" Wiśniowski nagrał całą płytę niemal w pojedynkę. A jest to, dodajmy, płyta świetna. Wspomnijmy, że autor to doświadczony muzyk, mający za sobą współpracę m.in. z Krzesimirem Dębskim czy zespołem Viva Flamenco, ale też czołowymi orkiestrami symfonicznymi.

Wiśniowski gra tu przede wszystkim na flecie, ale też na saksofonach i instrumentach perkusyjnych. Gości ma nielicznych, za to znakomicie dobranych. W trzech nagraniach pojawia się hinduski muzyk Giridhar Udupa, znany z fantastycznej ubiegłorocznej płyty "Indialucia" Michała Czachowskiego. Dwa razy towarzyszy autorowi skrzypek Dominik Bieńczycki, w jednym utworze - wokalistka Anna Malacina.

Autor przedstawia piękną, momentami porywającą instrumentalną muzykę, w której elementy tzw. etniczne splatają się z jazzowymi improwizacjami i estetyką bliską współczesnej muzyce kameralnej. Dominują jasne barwy i ulotne melodie. Flet Wiśniowskiego bywa dynamiczny i rozwibrowany, potrafi też za- brzmieć ujmująco lirycznie. Lider potwierdza, że wirtuozeria nie musi kłócić się z wyobraźnią i spontanicznością. Także wtedy, gdy sięga po, zdawałoby się, ograny polski, ludowy temat "Krywań", potrafi potraktować go niebanalnie i zagrać zupełnie po swojemu.

Z całą pewnością warto tego krążka posłuchać." 

Tomasz Janas Gazeta Wyborcza 6.11.2006

„Są muzycy, którzy - nie zważając na to co modne – podążają własną ścieżką.

 Zawsze twierdziłem, że świat jest na tyle duży i różnorodny, że nawet tak niepowtarzalni twórcy jak Leszek Hefi Wiśniowski znajdą wierne grono wyznawców. Ten znakomity flecista i saksofonista zdecydował się w końcu na małe podsumowanie dotychczasowych pomysłów. Efektem jest właśnie Lechoechoplexita. Ilekroć przychodzi mi recenzować taki album, mam ciężki orzech do zgryzienia.

Miesza się tu wiele gatunków, począwszy od jazzu, klimatu etnicznego, a skończywszy na elektronice czy nawet muzyce współczesnej. Z jednej strony można odnieść wrażenie stylistycznego bałaganu. Jeśli jednak spojrzymy na „Lechoechoplexitę” przez pryzmat tzw. Muzyki świata, jest to pozycja godna polecenia i poszerzająca horyzonty. Znajduję tu zarówno odkrywczości Pata Metheny, jak i fascynujące eksploracje, których nie powstydziłby się Peter Gabriel czy Jahn McLaughlin z projektem Shakti.

Album z pewnością nie jest łatwy i wymaga uruchomienia głębokich pokładów wyobraźni. Wiśniowski to wytrawny przewodnik po krainie muzycznych opowieści.Każdy z osobna winien jednak ocenić, czy jest w stanie dotrzymać mu kroku. Warto chociaż spróbować.

 

 

Sebastian Górski Hi-Fi i Muzyka 1/2007

"Leszek Wiśniowski jest profesjonalnym flecistą i saksofonistą wypowiadającym się w różnych obszarach stylistycznych. Nie zdziwiła mnie więc jego pierwsza, autorska płyta,

stanowiąca swoisty konglomerat muzyki etnicznej, klasycznej, awangardowej, elektronicznej i jazzowej. Zupełnie zaskoczył mnie natomiast jej ostateczny efekt wyrazowy. Pomijając już sam fakt, że podstawowym instrumentarium albumu (często jedynym) ustanowione zostały flety (ewentualnie ich orientalne odmiany) i saksofony – co już samo w sobie stanowi ewenement – to dodatkowo przy ich pomocy zostały stworzone różniące się zespoły (począwszy od kameralnych, a na orkiestrach skończywszy), które nie tylko nie nużą pod względem sonorystycznym, a wręcz przeciwnie zyskuję w pełni wiarygodną siłę ekspresji. Wydaje się, że źródłem tego sukcesu estetycznego i artystycznego są, pomijając samą maestrię wykonawczą, świetne aranżacje wszystkich pozycji albumu. Każdy z piętnastu zamieszczonych utworów stanowi swoisty majstersztyk organizacyjny i formalny. Poza tym autor kompaktu, korzystając z możliwości technicznych studia nagrań zastosował metodę wielokrotnego nakładanie poszczególnych głosów. Ponieważ czynił to sam, a jest doświadczonym w tym względzie profesjonalistą i perfekcjonistą, stąd uzyskana przez niego stopliwość artykulacyjna, frazowa, dynamiczna i kolorystyczna budzi autentyczny podziw.

W kilku kompozycjach pojawiają się jeszcze inni, zaproszeni przez Leszka wykonawcy. Goście ci, a są nimi grajacy na wschodnich perkusjonaljach Giridhar Udupa, skrzypek Dominik Bieńczycki (łączący w sposób naturalny folklor góralski z  country, jazzem i klasyką) oraz wokalistka anna Malacina (śpiewajaca wzruszająco białym głosem pieśń o Krywaniu), rzeczywiście dodali krążkowi jeszcze uwiarygodniajacego pod względem stylistycznym blasku. Leszek Wiśniowski dokonał rzeczy karkołomnej, nie tylko połączył udanie różne żywioły muzyczne (np. w Krywań Impression, nakładają się na siebie reminiscencje muzyki Jana Garbarka z awangardową w charakterze motoryką na fletach i tradycyjną, a nasyconą wielkimi emocjami, pieśnią góralską), ale uczynił to w wielkim stylu i w sposób niebanalny. Lechoechoplexita nie jest propozycją komercyjną, a jednak jestem przekonany, że wciągnie ona swoim klimatem każdego słuchacza, który zapewne z zaciekawieniem i satysfakcją przesłucha ją wielokrotnie."

 

Piotr Kałużny Muzyk 06/2007 

 

"(...) A czym są owe "dźwięki uwięzione"? To nagrywane na żywo podczas koncertu melodie, rytmy i frazy przetwarzane, multiplikowane i powtarzane przez całą baterię towarzyszącej muzykowi aparatury elektronicznej. Na tym tle Wiśniowski improwizował kolejne ścieżki dźwiękowe, a w efekcie otrzymaliśmy fantastyczną muzykę różnorodnych barw - raz ekspresyjną, jazzową, innym razem tajemniczą i kontemplacyjną."

 Tomasz Handzlik Gazeta Wyborcza 19.11.2007

 „Lechoechoplexita” jest jak obraz renesansowego mistrza - pełna odcieni, kolorów, kontrastów, półcieni, subtelności, a zarazem nasyceń i wyrazistości. Ukazuje pejzaże malowane nieskończonymi dźwiękami z fantazją i urokiem, maestrią i wyobraźnią autora.
Muzyka Leszka Wiśniowskiego łamie stylistyczne bariery. Emanuje energią i wirtuozerią, niezwykłą pomysłowością, erudycją, mistrzowskim wykonaniem. Jest odważna, wręcz rewolucyjna. Wprowadza w muzyczne baśniowe światy - pozornie dalekie, wspólny mianownik. Wariacja nut indyjskiej raagi obok free jazzowej kanonady, awangardowych popisów czy brawurowej interpretacji ludowej pieśni góralskiej „Krywaniu” ukazują moc inspiracji artysty. W istocie utwory te tworzą wspólne uniwersum. Tym co je zespala w jedną dźwiękową księgę z tysiąca i jednej nocy, są instrumenty - flet i saksofon. Dla Wiśniowskiego nie istnieje w ich ramach żadne tabu. Od klasycznych tematów, po pełne emocji i coltreanowego szaleństwa brawurowe pasaże. Od brzmień surowych, pojedynczych dźwięków, minimalistycznych sekwencji, do realizowanych studyjnymi technikami „ścian dźwięku”, monumentalnych uderzeń niczym partii orkiestr symfonicznych. Flet pełni tu funkcje melodyczne, a zarazem rytmiczne. Instrumenty poddawane są przez Wiśniowskiego wszelkim, nawet najbardziej ekstrawaganckim eksperymentom, do elektronicznego przetwarzania dźwięków włącznie. Nie ma w tym przesady, płytkiego oparcia się o możliwości komputera. To nadal żywy instrument i żywy muzyk korzystający z osiągnięć XXI wieku. Zaczarowany flet maga „Hefiego” kreuje wachlarz nastrojów, hipnotyzuje, wprowadza w trans, budzi raz oniryczne, raz ekscentryczne nastroje.

 



Maciej Szajkowski
Jazz Forum 12.2007

KINETYKA

 

 

Podobno świetne płyty nie chodzą stadami…Stwierdzenia to na tle znakomitych, niezależnych produkcji fonograficznych na naszym rodzimym rynku na przestrzeni ostatniego półrocza, rozmija się z prawdą. I świetnie, bowiem o ile słuchając nowych produkcji spod szyldu renomowanych zachodnich wydawnictw czasami odczuwam pogłębiający się zawód  czy – by być delikatnym – niedosyt, to włączając nasze albumy, niedowierzam własnym uszom.

Nie inaczej jest w wypadku drugiego solowego krążka Leszka Wiśniowskiego. Solidny, zagrany bez kompleksu amerykańskich produkcji, zwyczajnie mnie zachwycił.

Bezkompromisowy, bardzo osobisty, świetnie zaaranżowany w tematach i nie mniej wybuchowy w improwizacjach, wciąga nas – jak świetny kryminał – od pierwszych nut tytułowej kompozycji albumu. Nie inaczej jest w kolejnych tematach, ze szczególnym uwzględnieniem mojego ulubionego St’Germain 141.

 

Z tego grania przebija do nas jeszcze coś. Słuchać pełną świadomość celu i środków, które artyści zastosowali aby efekt końcowy był taki a nie inny. Wystarczy wsłuchać się w unisona skrzypiec (Bieńczycki i Krzesimir) oraz Hefiego w Kinetyce, aby zdać sobie sprawę, że czasy taryfy ulgowej to zamierzchła przeszłość. Perfekcyjna intonacja, artykulacja i frazowanie. Brawo! To nie trzy instrumenty ale barwy, brzmieniowy monolit. Nie inaczej jest gdy słuchamy podobnych sztuczek w Entropii ( tytuł odwołuje się do pojęcia, którego twórcą jest niemiecki uczony Rudolf Clausius, a dotyczy ono termodynamicznej funkcji stanu – przebiegu procesów spontanicznych i jest miarą stopnia nieuporządkowania układu). Cóż, o jakim nieuporządkowaniu tu mowa?! Perfekcji i spójności Sennych rycerzy z bajeczną wręcz grą Dębskiego i Kaczmarczyka? Czy może o dynamicznym przechodzeniu ze stanu równowagi do nierównowagi, gdzie ostinato Tańca Chochoła ewoluuje do swobodnej, magnetycznej wręcz improwizacji fletu?

Nie chcę nikogo wyróżniać pochwałami na tej płycie, bowiem wszyscy tworzyli tutaj piękną całość, pokazując ze swego instrumentalno-jazzowego arsenału wyłącznie atuty. Zawieszone gdzieś między starym Return to Forever, klimatami Seiferta i zadumanego Laboratorium brzmienie ma w sobie coś magicznego, wciągającego w grę, jak wspomniany na początku kryminał. I mogę tylko przestrzec. Nie włączajcie tej płyty w domu, skoro jesteście umówieni i macie dokądś iść. Zasłuchacie się, zamyślicie i …spóźnicie. Reasumując: jazda obowiązkowa.

                                                   Piotr Iwicki Jazz Forum 3/2010

(…)Wirtuozeria, perfekcja techniczna oraz bogactwo kolorystyczne, dynamiczne i artykulacyjne-to główne cechy warsztatu Leszka HeFi Wiśniowskiego. Lider nie skąpi też przestrzeni solistom, zwłaszcza Pawłowi Kaczmarczykowi (piano Fendera) i Krzesimirowi Dębskiemu. Gorąco polecam płytę KINETYKA !.”

BogdanChmura
Hi-Fi i muzyka 3/2010

 

Serce rośnie, kiedy biorę do ręki płytę muzyka, o którym wcześniej nie słyszałem, i po chwili okazuje się, że z głośników płynie muzyka przykuwająca uwagę, zrealizowana na światowym poziomie. Do niedawna takie płyty jak "Kinetyka" flecisty i saksofonisty Leszka "HeFi" Wiśniowskiego były rzadkością. Lider HeFi Quartetu jest oczywiście absolwentem AM w Katowicach, laureatem kilku konkursów w Polsce, członkiem zespołów jazzowych, folkowych i filharmonicznych orkiestr.

Od czasu pojawienia się na scenie Krzysztofa Popka nie mieliśmy tak uzdolnionego flecisty jak Leszek Wiśniowski. Album "Kinetyka" przywołuje brzmienie ambitnego fusion z początku lat 70., kiedy popularny był flecista Hubert Laws. Na takie wrażenia wpływają również fortepian elektryczny Pawła Kaczmarczyka i skrzypce Krzesimira Dębskiego. Świetne solówki lidera, kontrabasisty Tomasza Kupca i zaproszonych gości, w tym wirtuoza instrumentów perkusyjnych z Indii, Pramatha Kirana, robią wrażenie. Nie wszystkie kompozycje podobają mi się tak samo, ale kilka jest naprawdę wysokiej próby.

 

Marek Dusza Audio 4/2010

 

 

strona główna

 

cv Projekty Mp3 Dyskografia Galeria Filmy Kontakt