|
|
||||
|
PRASA "(...)Flet w wydaniu jazzowym nie jest w Polsce popularny. Bardzo
niewielu instrumentalistów posługuje się nim tak naprawdę, używają
go od czasu do czasu głównie saksofoniści. Każde więc pojawienie się na
naszej scenie muzyka, który dysponuje dobrym zadęciem (mówiąc inaczej: ładnym,
mocnym dźwiękiem) i niezłą techniką urasta do rangi wydarzenia. niewielu
mieliśmy godnych wspomnienia flecistów. Ryszard Borowski JazzMagazine 46/2001 "(...)Najbardziej efektownie zabrzmiało solo saksofonu w wykonaniu Leszka Wiśniowskiego. Ten muzyk zachwycił też brzmieniem fletu altowego, głębokim i bogatym w alikwoty." Magdalena Sasin Gazeta Wyborcza 9.01.2005
"(...)Lechoechoplexita
Leszka Hefi Wiśniowskiego, to ambitny projekt samotnego
improwizowania na fletach i saksofonach z wydatną pomocą elektroniki. (...)Artysta zagrał "Krywań", norweską pieśń ludową, "Bambusową piosenkę" i inne swoje kompozycje oraz ciekawe impresje na temat "Czerwonego jabłuszka". Te ostatnie(...) w moim przekonaniu, były wykonaniem co najmniej brawurowym, sięgającym do jazzu, ocierającym się nawet o free(...) sympatyczna konferansjerka przekonywała publiczność do artysty równie mocno co sama muzyka. (...)Spontanicznym
finałem koncertu był występ na jednej scenie Udupa, Czachowskiego i Wiśniowskiego.
Hindus, Polak grający hiszpańskie flamenco i jego krajan zafascynowany
europejskim folkiem z domieszką amerykańskiego jazzu - prawdziwe
muzyczne skrzyżowanie! I choć wspólne muzykowanie nie potrwało do
rana, jak to bywa w Indiach, to zakończenie koncertu dopiero trzy
kwadranse po północy można uznać za przypieczętowanie udanego
otwarcia festiwalu." Tomasz Gregorczyk Dziennik polski 29,07.2006 "Warto posłuchać pierwszej autorskiej płyty Wiśniowskiego, który zapuszcza się w rejony jazzowo-etnicznej kameralistyki. Najciekawiej brzmią utwory nawiązujące do stylistyki world music, pozbawione konserwatywnego, estetyzującego pierwiastka jazzowego. Techniczne imponujące partie fletu uzupełniają passusy stonowane, atmosferą przypominające muzykę Jana Garbarka." Tymon Tymański Dziennik 23.09.2006 „Jazz
abstrakcyjny mieści w sobie tak szeroką gamę pomysłów i wrażeń, że
czasami może to być onieśmielające dla niewtajemniczonych
(skromnie zaliczam się do tej grupy). Jednakże po odkryciu tej płyty, która
jest jednocześnie intrygująca i łatwa w słuchaniu, powyższy fakt może
odgrywać rolę okna szeroko otwartego na nowe, pełne, przeżywanie
muzyki.
Flet jak zaczarowany "Wielbiciele
improwizowanej muzyki na flet nie mają w naszym kraju zbyt wielu szans, by posłuchać
ulubionej muzyki. Mogą wspominać nagrania sprzed lat Krzysztofa Zgrai czy
Krzysztofa Popka albo też jakże rzadkie albumy Jacka Ostaszewskiego czy
Macieja Rychłego. Nazwiska liderów Osjana i Kwartetu Jorgi obok czołowych
jazzmanów pojawiają się tu nieprzypadkowo, tworzą bowiem właściwy kontekst
dla płyty, o której tu mowa. Ale oto ukazało się
wydawnictwo szczególne, gdyż flet pojawia się na nim nie tyle jako instrument
solowy, ale wręcz dominujący. Grający na wspomnianym instrumencie Leszek
"Hefi" Wiśniowski nagrał całą płytę niemal w pojedynkę. A jest
to, dodajmy, płyta świetna. Wspomnijmy, że autor to doświadczony muzyk, mający
za sobą współpracę m.in. z Krzesimirem Dębskim czy zespołem Viva Flamenco,
ale też czołowymi orkiestrami symfonicznymi. Wiśniowski gra tu przede
wszystkim na flecie, ale też na saksofonach i instrumentach perkusyjnych. Gości
ma nielicznych, za to znakomicie dobranych. W trzech nagraniach pojawia się
hinduski muzyk Giridhar Udupa, znany z fantastycznej ubiegłorocznej płyty
"Indialucia" Michała Czachowskiego. Dwa razy towarzyszy autorowi
skrzypek Dominik Bieńczycki, w jednym utworze - wokalistka Anna Malacina. Autor przedstawia piękną,
momentami porywającą instrumentalną muzykę, w której elementy tzw. etniczne
splatają się z jazzowymi improwizacjami i estetyką bliską współczesnej
muzyce kameralnej. Dominują jasne barwy i ulotne melodie. Flet Wiśniowskiego
bywa dynamiczny i rozwibrowany, potrafi też za- brzmieć ujmująco lirycznie.
Lider potwierdza, że wirtuozeria nie musi kłócić się z wyobraźnią i
spontanicznością. Także wtedy, gdy sięga po, zdawałoby się, ograny polski,
ludowy temat "Krywań", potrafi potraktować go niebanalnie i zagrać
zupełnie po swojemu. Z całą pewnością warto tego krążka posłuchać." Tomasz
Janas
„Są
muzycy, którzy - nie zważając na to co modne – podążają własną ścieżką.
Zawsze
twierdziłem, że świat jest na tyle duży i różnorodny, że nawet tak
niepowtarzalni twórcy jak Leszek Hefi Wiśniowski znajdą wierne grono wyznawców. Miesza się tu wiele gatunków, począwszy od jazzu, klimatu etnicznego, a skończywszy na elektronice czy nawet muzyce współczesnej. Z jednej strony można odnieść wrażenie stylistycznego bałaganu. Jeśli jednak spojrzymy na „Lechoechoplexitę” przez pryzmat tzw. Muzyki świata, jest to pozycja godna polecenia i poszerzająca horyzonty. Znajduję tu zarówno odkrywczości Pata Metheny, jak i fascynujące eksploracje, których nie powstydziłby się Peter Gabriel czy Jahn McLaughlin z projektem Shakti. Album
z pewnością nie jest łatwy i wymaga uruchomienia głębokich pokładów
wyobraźni. Wiśniowski to wytrawny przewodnik po krainie muzycznych opowieści.Każdy
z osobna winien jednak ocenić, czy jest w stanie dotrzymać mu kroku. Warto
chociaż spróbować.
Sebastian Górski Hi-Fi i Muzyka 1/2007 "Leszek Wiśniowski jest profesjonalnym flecistą i saksofonistą wypowiadającym się w różnych obszarach stylistycznych. Nie zdziwiła mnie więc jego pierwsza, autorska płyta, stanowiąca swoisty konglomerat muzyki etnicznej, klasycznej, awangardowej, elektronicznej i jazzowej. Zupełnie zaskoczył mnie natomiast jej ostateczny efekt wyrazowy. Pomijając już sam fakt, że podstawowym instrumentarium albumu (często jedynym) ustanowione zostały flety (ewentualnie ich orientalne odmiany) i saksofony – co już samo w sobie stanowi ewenement – to dodatkowo przy ich pomocy zostały stworzone różniące się zespoły (począwszy od kameralnych, a na orkiestrach skończywszy), które nie tylko nie nużą pod względem sonorystycznym, a wręcz przeciwnie zyskuję w pełni wiarygodną siłę ekspresji. Wydaje się, że źródłem tego sukcesu estetycznego i artystycznego są, pomijając samą maestrię wykonawczą, świetne aranżacje wszystkich pozycji albumu. Każdy z piętnastu zamieszczonych utworów stanowi swoisty majstersztyk organizacyjny i formalny. Poza tym autor kompaktu, korzystając z możliwości technicznych studia nagrań zastosował metodę wielokrotnego nakładanie poszczególnych głosów. Ponieważ czynił to sam, a jest doświadczonym w tym względzie profesjonalistą i perfekcjonistą, stąd uzyskana przez niego stopliwość artykulacyjna, frazowa, dynamiczna i kolorystyczna budzi autentyczny podziw. W kilku kompozycjach pojawiają się jeszcze inni, zaproszeni przez Leszka wykonawcy. Goście ci, a są nimi grajacy na wschodnich perkusjonaljach Giridhar Udupa, skrzypek Dominik Bieńczycki (łączący w sposób naturalny folklor góralski z country, jazzem i klasyką) oraz wokalistka anna Malacina (śpiewajaca wzruszająco białym głosem pieśń o Krywaniu), rzeczywiście dodali krążkowi jeszcze uwiarygodniajacego pod względem stylistycznym blasku. Leszek Wiśniowski dokonał rzeczy karkołomnej, nie tylko połączył udanie różne żywioły muzyczne (np. w Krywań Impression, nakładają się na siebie reminiscencje muzyki Jana Garbarka z awangardową w charakterze motoryką na fletach i tradycyjną, a nasyconą wielkimi emocjami, pieśnią góralską), ale uczynił to w wielkim stylu i w sposób niebanalny. Lechoechoplexita nie jest propozycją komercyjną, a jednak jestem przekonany, że wciągnie ona swoim klimatem każdego słuchacza, który zapewne z zaciekawieniem i satysfakcją przesłucha ją wielokrotnie."
Piotr Kałużny Muzyk 06/2007
"(...) A czym są owe "dźwięki uwięzione"? To nagrywane na żywo podczas koncertu melodie, rytmy i frazy przetwarzane, multiplikowane i powtarzane przez całą baterię towarzyszącej muzykowi aparatury elektronicznej. Na tym tle Wiśniowski improwizował kolejne ścieżki dźwiękowe, a w efekcie otrzymaliśmy fantastyczną muzykę różnorodnych barw - raz ekspresyjną, jazzową, innym razem tajemniczą i kontemplacyjną." Tomasz Handzlik Gazeta Wyborcza 19.11.2007
„Lechoechoplexita”
jest jak obraz renesansowego mistrza - pełna odcieni, kolorów, kontrastów,
półcieni, subtelności, a zarazem nasyceń i wyrazistości. Ukazuje pejzaże
malowane nieskończonymi dźwiękami z fantazją i urokiem, maestrią i wyobraźnią
autora.
KINETYKA
Podobno świetne płyty nie chodzą stadami…Stwierdzenia to na tle znakomitych, niezależnych produkcji fonograficznych na naszym rodzimym rynku na przestrzeni ostatniego półrocza, rozmija się z prawdą. I świetnie, bowiem o ile słuchając nowych produkcji spod szyldu renomowanych zachodnich wydawnictw czasami odczuwam pogłębiający się zawód czy – by być delikatnym – niedosyt, to włączając nasze albumy, niedowierzam własnym uszom. Nie inaczej jest w wypadku drugiego solowego krążka Leszka Wiśniowskiego. Solidny, zagrany bez kompleksu amerykańskich produkcji, zwyczajnie mnie zachwycił. Bezkompromisowy, bardzo osobisty, świetnie zaaranżowany w tematach i nie mniej wybuchowy w improwizacjach, wciąga nas – jak świetny kryminał – od pierwszych nut tytułowej kompozycji albumu. Nie inaczej jest w kolejnych tematach, ze szczególnym uwzględnieniem mojego ulubionego St’Germain 141.
Z tego grania przebija do nas jeszcze coś. Słuchać pełną świadomość celu i środków, które artyści zastosowali aby efekt końcowy był taki a nie inny. Wystarczy wsłuchać się w unisona skrzypiec (Bieńczycki i Krzesimir) oraz Hefiego w Kinetyce, aby zdać sobie sprawę, że czasy taryfy ulgowej to zamierzchła przeszłość. Perfekcyjna intonacja, artykulacja i frazowanie. Brawo! To nie trzy instrumenty ale barwy, brzmieniowy monolit. Nie inaczej jest gdy słuchamy podobnych sztuczek w Entropii ( tytuł odwołuje się do pojęcia, którego twórcą jest niemiecki uczony Rudolf Clausius, a dotyczy ono termodynamicznej funkcji stanu – przebiegu procesów spontanicznych i jest miarą stopnia nieuporządkowania układu). Cóż, o jakim nieuporządkowaniu tu mowa?! Perfekcji i spójności Sennych rycerzy z bajeczną wręcz grą Dębskiego i Kaczmarczyka? Czy może o dynamicznym przechodzeniu ze stanu równowagi do nierównowagi, gdzie ostinato Tańca Chochoła ewoluuje do swobodnej, magnetycznej wręcz improwizacji fletu? Nie chcę nikogo wyróżniać pochwałami na tej płycie, bowiem wszyscy tworzyli tutaj piękną całość, pokazując ze swego instrumentalno-jazzowego arsenału wyłącznie atuty. Zawieszone gdzieś między starym Return to Forever, klimatami Seiferta i zadumanego Laboratorium brzmienie ma w sobie coś magicznego, wciągającego w grę, jak wspomniany na początku kryminał. I mogę tylko przestrzec. Nie włączajcie tej płyty w domu, skoro jesteście umówieni i macie dokądś iść. Zasłuchacie się, zamyślicie i …spóźnicie. Reasumując: jazda obowiązkowa. Piotr Iwicki Jazz Forum 3/2010 „(…)Wirtuozeria,
perfekcja techniczna oraz bogactwo kolorystyczne, dynamiczne i artykulacyjne-to
główne cechy warsztatu Leszka HeFi Wiśniowskiego. Lider nie skąpi też
przestrzeni solistom, zwłaszcza Pawłowi Kaczmarczykowi (piano Fendera) i
Krzesimirowi Dębskiemu. Gorąco polecam płytę KINETYKA !.”
Serce rośnie,
kiedy biorę do ręki płytę muzyka, o którym wcześniej nie słyszałem, i po chwili
okazuje się, że z głośników płynie muzyka przykuwająca uwagę, zrealizowana na
światowym poziomie. Do niedawna takie płyty jak "Kinetyka" flecisty i
saksofonisty Leszka "HeFi" Wiśniowskiego były rzadkością. Lider HeFi Quartetu
jest oczywiście absolwentem AM w Katowicach, laureatem kilku konkursów w Polsce,
członkiem zespołów jazzowych, folkowych i filharmonicznych orkiestr. Marek Dusza Audio 4/2010
|
||||
|
|
||||
| cv Projekty Mp3 Dyskografia Galeria Filmy Kontakt | ||||